Stacja Canal Plus jeszcze przez rok ma prawa do transmitowania spotkań Orange Ekstraklasy. Jesienią rozpocznie się przetarg na lata 2008 -2011. To może być rewolucja, bowiem kluby, szczególnie te najmocniejsze, ani myślą zgadzać się na dotychczasowe warunki – pisze Gazeta Krakowska.
Chcą zarabiać więcej i mieć prawa m.in. do pokazywania fragmentów meczów na swoich stronach internetowych (robi to już zresztą Lech TV). Dotychczas kluby dostawały od Canalu do podziału kwotę około 50 milionów złotych na rok, oczywiście na całą ligę. Od sezonu 2008/2009 ma to się zmienić i to znacząco. - Nie wyobrażamy sobie, żeby kwota, jaka zostanie wynegocjowana nie była przynajmniej dwa razy większa od dotychczasowej - mówi Jacek Masiota, prawnik związany z Lechem Poznań, ale jednocześnie zajmujący się opracowaniem wspólnego stanowiska klubów w sprawie praw telewizyjnych.
- To nie są nasze wymysły. Opieramy się na badaniach, które jasno wskazują na to, że wartość produktu, jakim jest nasza ekstraklasa, systematycznie rośnie. Lech jest jednym z tych klubów, którym najbardziej zależy na zmianie zasad podziału pieniędzy. Do tego grona trzeba zaliczyć jeszcze przede wszystkim Wisłę Kraków, Legię Warszawa i Koronę Kielce. Najkrócej rzecz ujmując chodzi o to, że mecze tych drużyn cieszą się największym zainteresowaniem i co za tym idzie, kluby z Poznania, Krakowa, Warszawy i Kielc chcą dostawać najwięcej z medialnego tortu. - Zdajemy sobie sprawę z tego, że liga nie może funkcjonować również bez mniejszych klubów, takich jak np. Odra Wodzisław - dodaje Masiota.
- Ale to właśnie Lecha, Wisłę czy Legię ludzie chcą oglądać najbardziej. Żeby pogodzić wszystkich, plan podziału pieniędzy z tytułu praw transmisyjnych wzorowany jest na lidze angielskiej. W skrócie 50 + 25 + 25. Oznacza to tyle, że 50 procent wpływów dzielone będzie na wszystkie kluby, 25 procent w zależności od miejsca w tabeli i 25 procent za tzw. medialność. Ten ostatni wskaźnik obliczany jest na podstawie liczby transmisji meczów danej drużyny.
Otwarta telewizja
Stacja Canal Plus nie ukrywa, że jest zainteresowana przedłużeniem umowy na kolejne sezony, ale chce mieć wyłączność na transmisje meczów. Jacek Okieńczyc - dyrektor sportowy Canal+ nie chce komentować jak sam mówi "mniej lub bardziej niesprawdzonych informacji".
Dodaje jednak zdecydowanie: - Canal+ przygotowuje się w całkowitym spokoju do negocjacji nowego kontraktu ligowego, które mają się rozpocząć we wrześniu lub październiku tego roku. Stanowisko klubów jest jednoznaczne: - Chcemy z częścią spotkań wyjść do otwartej telewizji - mówi Masiota. - Dzięki temu kluby będą mogły więcej zarobić choćby na reklamach. W ogóle przygotowanych będzie kilka pakietów, które wystawione będą na sprzedaż (chodzi o prawa do meczów w całości, skrótów, pokazywania bramek w internecie, itd., przyp. red.).
Pamiętajmy, że teraz to kluby są właścicielem praw do meczów. Chcemy mówić jednak jednym głosem. Z tym ostatnim może być problem, bowiem nie jest tajemnicą, że okoniem może stanąć Widzew Łódź ze Zbigniewem Bońkiem, którego firma odegrała znaczącą rolę przy podpisywaniu poprzedniej umowy. To wtedy głośno było o kilkunastoprocentowej prowizji, jaką miała skasować firma Goal and Goal.
Teraz prowizja ma być zaledwie czteroprocentowa, a przy opracowaniu warunków pomaga równie znana na polskim rynku firma SportFive. W środowisku mówi się, że Bońkowi bardzo zależy by wejść do Rady Nadzorczej Ekstraklasy SA, która będzie sprzedawała telewizyjne prawa do ligi.
Sęk w tym, że formalnie jest to niemożliwe. - Przypominam, że Rada Nadzorcza zmienia się co rok i zasiadają w niej przedstawiciele czterech najlepszych klubów w danym sezonie - mówi prezes Legii Leszek Miklas. - Zbyszek chciałby żeby zasiadali w niej przedstawiciele wszystkich klubów. Tymczasem kiedyś mówił, że to idiotyzm...
- Pan Boniek musi sobie zdawać sprawę z tego, że czasy się zmieniły - dodaje Masiota. - A z ewentualnym protestem Widzewa sobie poradzimy, najwyżej zostaną przegłosowani i będą musieli dostosować się do woli większości.
Miklas idzie dalej, sugerując następujące rozwiązanie: - Jeśli pomysły Bońka się ziszczą to będzie nielicha zabawa... W takiej sytuacji nie będzie żadnej centralizacji praw sportowych. Każdy będzie sprzedawał takie prawa na własną rękę, Legia także!
Rusko apeluje o umiar
Prezes zarządu Ekstraklasy S. A., Andrzej Rusko stara się studzić gorące nastroje: - Centralizacja praw telewizyjnych to jedna z największych zdobyczy naszej ligi. Dzięki niej mogą w niej funkcjonować kluby, których zdecydowanie nie byłoby stać na grę w ekstraklasie. Odejście od centralizacji praw telewizyjnych sprawi, że znowu pojawią się w naszej piłce bogaci i biedni, a właściwie bardzo bogaci i bardzo biedni...
Po co komu taka dysproporcja? Masiota, reprezentujący Lecha, chętnie opowiada o zapowiadanych zmianach. Nieco ostrożniej do sprawy podchodzą w Wiśle Kraków. - Zmiany są konieczne, ale nie chcę wypowiadać się na temat szczegółów, bo tym zajmuje się u nas Rada Nadzorcza - mówi prezes "Białej Gwiazdy" Mariusz Heler. - Zapewniam jednak, że w sprawie praw telewizyjnych z nikim nie będziemy szli na wojnę. Chcemy raczej doprowadzić do wypracowania kompromisu, złotego środka, który pogodzi interesy wszystkich klubów.
Gazeta Krakowska/Bartosz Karcz, współpraca Basso