Miała być Bundesliga, była wielka klapa. Debiut Tomasza Hajty na ławce trenerskiej Jagiellonii nie wypadł okazale. Trzeba jednak pamiętać, że były reprezentant Polski przed wyzwaniem stanął nie lada. Nie od dziś wiadomo, że na wyjazdach Jagiellonia jest cieniem samej siebie.
- Wszyscy mi mówią, że Korona walczy, kopie. No to użyjemy tej samej broni, a do tego dołożymy fajną grę w piłkę - mówił Hajto przed poniedziałkowym starciem. Boisko szybko te słowa zweryfikowało, bo jeżeli ktoś grał w piłkę, to była to Korona. A jeżeli ktoś kopał, to właśnie Jaga, której piłkarze zobaczyli aż pięć żółtych kartek.
Jeżeli spojrzeć na mecz całościowo, zwycięstwo Korony było zasłużone. Gospodarze byli drużyną dojrzalszą i chyba bardziej zdeterminowaną. Jaga przez długi czas nie mogła się odnaleźć na boisku, ale był moment, gdy na przestrzeni minuty znakomite okazje do zdobycia gola mieli Grzegorz Rasiak i Tomasz Frankowski. Prawdopodobnie właśnie te "pudła" pozbawiły gości punktów.
W Koronie mecz marzenie zaliczył Łukasz Jamróz - strzelec dwóch goli. Lepszego debiutu ten 22-letni napastnik nie mógł sobie wymarzyć. Przy pierwszej bramce ośmieszył wręcz Lukę Gusicia (Hajcie musiał się wtedy nóż w kieszeni otworzyć), przy drugim był tam, gdzie być powinien i dobił piłkę z najbliższej odległości.
Jednym z przegranych poniedziałkowego meczu był Grzegorz Rasiak, po którym - w kontekście znakomitych sparingowych występów - spodziewaliśmy się sporo. Jednak byłemu reprezentantowi Polski tylko raz udało się "skutecznie uderzyć". Konkretnie chodzi o sytuację z 22. minuty, kiedy przy próbie przewrotki trafił Pavola Stano prosto w twarz. Pomimo to wydaje nam się, że "Rasialdo" jeszcze w tej lidze nastrzela. Meczem z Koroną pokazał, że umiejętności wywalczenia sobie miejsca w polu karnym nie zatracił.
Korona po wygranej ma na koncie tyle samo punktów, co Lech i Wisła. Zaskoczenie? Żadne. Trzeba pamiętać, że ten zespół przez długą część jesieni utrzymywał się w ścisłym czubie tabeli. Potem przyszedł kryzys, ale wydaje się, że kielczanie mają ambicje by ponownie włączyć się do walki o wyższe lokaty. Już za tydzień szansa, żeby to udowodnić - mecz z Wisłą w Krakowie.
Karol Kulpa, Wirtualna Polska